Jakiś czas temu pojawił się trend, który jak każdy „modny” temat przewija się przez internet, czasopisma dla kobiet czy programy poradnikowe, o konieczności unikania szamponów bazujących na SLS-ach. Firmy kosmetyczne zareagowały na ten pęd wysypem produktów oznaczonych napisem „No SLS” czy „sulfate free”, co niesamowicie mnie śmieszy, zwłaszcza gdy dumna etykietka widnieje na opakowaniu kosmetyku SLS-ów i tak z definicji nie zawierającego, na przykład odżywki do włosów. Czy rzeczywiście taki diabeł straszny, jak go malują?
Może zacznę od tego, co to właściwie jest ten SLS? To skrót od słów Sodium Lauryl Sulfate, czyli laurylosiarczan sodu. Jest to najpopularniejszy (bo tani) syntetyczny detergent anionowy, który dzięki zmniejszeniu napięcia powierzchniowego wody umożliwia usunięcie zanieczyszczeń. Spotkamy się z nim we wszystkim co służy do pucowania, szorowania i co ogólnie mogłoby zachwycić każdego obsesjonata czystości: szamponach, żelach pod prysznic, żelach do mycia twarzy, ale także w produktach chemii gospodarczej. Obecnie jest on najczęściej zastępowany przez nieco łagodniejszą formę, czyli Sodium Laureth Sulfate (SLES) . Produkty zawierające takie ingrediencje mają znakomite właściwości myjące i dobrze się pienią. Mogą natomiast powodować u niektórych ludzi reakcje alergiczne.
No dobrze. Zabawmy się przez chwilę w detektywa. Bierzemy do ręki opakowanie szamponu, wnikamy sobie w skład chemiczny, nie znajdujemy SLS ani też SLES. Cudownie! Cieszymy się! Hm, coś jednak w tym szamponie musi nam te włosy umyć… I cóż to może być? Czujne oko wypatrzy inne detergenty anionowe, np.: Ammonium Lauryl Sulfate, Ammonium Laureth Sulfate, Sodium Myreth Sulfate, Sodium Coco Sulfate, Magnesium Laureth Sulfate, Sodium C14-16 Olefin Sulfonate, Sodium Cocoyl Sarcosinate, Sodium Cocoyl Isethionate, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Sodium Methyl Cocoyl Taurate. Delikatniejsze dla włosów i skóry głowy niż tradycyjne SLS, również mogą być potencjalnym źródłem podrażnień. Mogą, ale nie muszą. Dlaczego? Otóż całość jest czymś więcej niż sumą części i w związku z tym ma znaczenie, w jakiej gromadzie zastosowany środek myjący występuje, czy z zacnymi trzyma kompanami, a nawet jakiej twardości wody używamy.
Detergentom anionowym w celu „złagodzenia obyczajów” ;-) często przydaje się dla towarzystwa detergent amfoteryczny, który nie odtłuszcza tak mocno skóry czy włosów; najczęściej Cocamidopropyl Betaine, Coco Betaine, Lauramidopropyl Betaine lub wytwarzane z kwasów tłuszczowych oleju kokosowego Sodium Cocoamphoacetate, Sodium Cocoamphopropionate, Sodium Lauroamphocetate, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium Cocoamphodipropionate.
Szampony oparte na SLS czy SLES osoby o zdrowej skórze głowy zazwyczaj mogą stosować nawet do częstej pielęgnacji. Każdy człowiek jest inny i to kwestia indywidualna, co nam szkodzi. Jeżeli włosy i skóra głowy nie cierpią, gdy używamy tradycyjnych szamponów, nie ma potrzeby szukać alternatyw tylko dlatego, że ktoś nam mówi: „To jest złe!”. Zawsze warto kierować się własnym doświadczeniem i autoobserwacją. Weźmy też pod uwagę, że czasami prawdziwy winowajca pozostaje bezkarny, bezpiecznie ukryty wśród z pozoru niewinnie wyglądających składników. Wiele osób reaguje negatywnie, a więc ściągnięciem, suchością i świądem skóry głowy, w skrajnych wypadkach wysypką czy rumieniem na zawartość w szamponie takich substancji jak: sól (Sodium Chloride), kwas salicylowy (Salicylic Acid), alkohol (Alcohol Denat.) czy barwniki lub środki zapachowe, nawet (albo zwłaszcza) te pochodzenia roślinnego, np. Linalool, Limonene, Geraniol, Citronellol, Citral. Ba, nawet działający kojąco i nawilżająco na większość populacji aloes czy rumianek może spowodować uczulenie, nawet uznany za bezpieczny (dopuszczony do stosowania w kosmetykach eco i dziecięcych) amfoteryczny detergent Cocamidopropyl Betaine może podrażnić. Skóra głowy może się także uwrażliwić wskutek kontaktu z danym kosmetykiem do stylizacji, przy zabiegu koloryzacji i rozjaśniania – wiele czynników gra tu rolę i trzeba spojrzeć na problem bardziej holistycznie. Warto z pewnością wybrać się do dobrego dermatologa i ustalić, czy to jednorazowa reakcja czy mamy do czynienia z jakimś schorzeniem, bo być może będzie potrzebna kuracja lecznicza!
Jeżeli jednak dokonaliśmy analizy stosowanych kosmetyków i jesteśmy już przekonani, że to właśnie szampon oparty na SLS czy SLES lub na jednym z ich anionowych krewnych i znajomych wpędza nas w kłopoty, to można postawić na łagodne, respektujące równowagę skóry głowy szampony z detergentami niejonowymi, czyli naturalnymi środkami myjącymi pochodzącymi z cukrów: Coco Glucoside, Lauryl Glucoside, Decyl Glucoside, Capryl Glucoside oraz Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoyl Glutamate. Nie zdziwmy się jednak, gdy podczas ablucji nie uzyskamy z nich prawie żadnej piany.
Szampony zawierające SLS czy też SLES na pewno będą niezbędne dla tych, którzy używają w dużych ilościach kosmetyków do stylizacji włosów takich jak mocno utrwalające żele, pasty, pianki, lotiony, lakiery czy żele w sprayu. Niestety delikatny szampon nie poradzi sobie z oczyszczeniem włosów z nagromadzonych resztek tych wspomagaczy fryzury.
Można zawsze pójść drogą kompromisu – do codziennej pielęgnacji używać szamponów na łagodniejszej bazie myjącej, a raz na 7-10 myć (nie częściej!)zastosować tzw. szampon głęboko czyszczący (deep cleansing). Takie szampony mają w swojej ofercie firmy produkujące kosmetyki fryzjerskie, np. Davines – Solu Shampoo, Alfaparf linia Thermae SPA – Fontis Shampoo (zawiera mikrogranulki, więc działa jednocześnie jak peeling), Schwarzkopf linia Bonacure – Deep Cleansing Shampoo, Goldwell – Deep Cleansing Shampoo, Indola Innova – Cleansing Shampoo, Wella Professionals – Pure Purifying Shampoo, Joanna Professional – Szampon oczyszczający. Zdejmują one z włosów i skóry nadbudowany kilkuwarstwowy film, powstały głównie z różnych składników obecnych w kosmetykach do pielęgnacji i do stylizacji. Po użyciu szamponu włosy są idealnie przygotowane do wykonania kompresu z intensywnie nawilżającej lub regenerującej maski, opcjonalnie ampułki.
Powyżej nakreślone rozwiązanie preferuję osobiście. Włosy myję codziennie szamponem z delikatniejszym detergentem anionowym, w tej chwili jest to CHI Argan Oil Shampoo (bazuje na Sodium C14-16 Olefin Sulfonate, wspartym przez Cocamidopropyl Betaine, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Sodium Cocoyl Isethionate, Sodium Lauroamphocetate, Disodium Laureth Sulfosuccinate) a raz w tygodniu funduję im kąpiel przy użyciu szamponu Fontis firmy Alfaparf (bazuje na Sodium Laureth Sulfate, wspartym przez Cocamidopropyl Betaine, Disodium Cocoamphodiacetate).
Jak stwierdzić, czy włosy wymagają użycia szamponu typu "deep cleansing"? Na przykład mimo całej gamy aplikowanych bogatych produktów pielęgnacyjnych i to dobrej jakości włosy z czasem zamiast polepszać swoją kondycję, stają się matowe, szorstkie, dziwne w dotyku (czasami przypominają kiepskiej jakości perukę lub włosy lalki), nie układają się lub przeciwnie, są lśniące, ale leżą ciężko i płasko przy głowie jakby ktoś wyssał z nich całą energię. Niechybny znak, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane i zagłaskaliśmy kotka prawie na śmierć ;-)
Podsumowując. Rozwaga, sceptycyzm, samodzielne myślenie i zasada złotego środka – to jest to, co zawsze przyniesie pozytywne rezultaty, niezależnie od dziedziny. Nie dajmy się zwariować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz