Po baaardzo długiej przerwie pojawiam się z recenzją podkładu firmy Joko Cashmere Finish Mat & Cover Foundation.
Przy zakupie najbardziej skusiły mnie przymiotniki "Mat & Cover", ponieważ są to dwie zalety, których nieustająco poszukuję w podkładach. Czy moje oczekiwania się spełniły? Ciekawych zapraszam do dalszego czytania.
Zacznę może od opakowania: jest estetyczne, szklane, posiada pompkę, która - jak z przyjemnością stwierdzam - nie zacina się. Na zdjęciach w internecie widnieje jeszcze poprzedni wizerunek ze złotą zatyczką, do złudzenia przypominający podkład EL Double Wear. Nowa wersja ma już zatyczkę w kolorze czarnym, ale nadal w głowie pojawia się myśl: "Hmm, gdzieś to już widziałam...".
Konsystencja podkładu jest gęsta, treściwa, podczas aplikacji nie sprawia trudności. Z tym podkładem pracuje się bardzo przyjemnie - nie miałam wrażenia, że muszę się spiętrzać jak wodospad i zagęszczać ruchy. Najlepszy rezultat uzyskałam nakładając go pędzlem Glambrush T10 lub Ecotools Buffing Brush, stemplując twarz miejsce przy miejscu i lekko wciskając w skórę. Krycie przy takim sposobie aplikacji określiłabym jako mocne, naprawdę ładnie maskuje różne niedoskonałości, można też budować efekt, dokładając w newralgicznych punktach drugą warstwę. Dużym minusem dla mnie jest zapach, słodki i pudrowy, który mi się osobiście kojarzy z czymś, co obżarło się ptysiami i zdechło w wyniku tego w szufladzie z zetlałymi koronkami... Może to jest właśnie ten smrodek dekadencji... ;) Na szczęście ten zacny aromat ulatnia się po chwili, inaczej byłby po prostu nie do zniesienia.
Wykończenie jest matowe, przy czym nie można tego określić jako martwy, płaski mat. I teraz najważniejsze: trwałość podkładu i trwałość efektu matowienia. Nasz bohater nałożony samodzielnie na nawilżające serum i przypudrowany pudrem sypkim Celia Woman trwa na mojej wysoko oleistej cerze w stanie niezmienionym około 7-8 godzin. Po tym czasie w strefie T zaczyna się warzyć, zwłaszcza na brodzie i w okolicach nosa i przy manipulacjach typu ostry smark w chusteczkę będzie się ścierać. Matem cieszyłam się około 1,5 godziny od nałożenia, później sebum było już wyraźnie widoczne i musiałam sięgnąć po zestaw ratunkowy (bibułka matująca plus delikatna warstwa pudru prasowanego). Natomiast podkład Joko nałożony na bazę matującą firmy Hean oraz zafiksowany pudrem sypkim Mehron Setting Powder daje już zupełnie inny wynik: 10 godzin trwałości w stanie niezmienionym i 2,5 godziny matu. Tak więc jak widać na tym przykładzie, kolega odnajduje się w pracy zespołowej i z solidnym wsparciem dobrej drużyny potrafi pozytywnie zaskoczyć! Muszę dodatkowo zaznaczyć, że w obydwu opcjach utrzymał ładnie konturowanie i róż.
Mam odcień 151 sand, piaskowo-żółtawy beż, który jest obecnie ciut za ciemny dla mojej karnacji, ale balansuję to sobie nakładając pod oczy, na brodę i grzbiet nosa jaśniejszy korektor. Duży plus za fakt, że podkład nie oksyduje na twarzy i nie zmienia odcienia.
Skład chemiczny kwalifikuje u mnie ten podkład do grupy "trzy razy w tygodniu", gdyż o ile nie stwierdzam tu zapychaczy (wiem, niektóre z Was mogą mieć wątpliwości co do glikolu propylenowego i gliceryny, ale mnie one krzywdy nie czynią), o tyle obawiam się alkoholu (Alkohol) i jego wpływu odwadniającego przy regularnym, codziennym stosowaniu.
Do jakiej cery mogłabym polecić ten podkład? Na pewno do cery normalnej, mieszanej, do cery przetłuszczającej się i problemowej. Nie byłyby z niego zadowolone posiadaczki cery suchej ani też cery dojrzałej, ponieważ po kilku godzinach może zbierać się w zmarszczkach mimicznych; ponadto jak większość podkładów tego typu jest on widoczny na twarzy. Dla osób, które poszukują zwiększonego krycia, ale nie dla osób z przebarwieniami, bo z tym sobie samodzielnie nie poradzi. Ten podkład miałam na sobie wykonując zdjęcie do dokumentów i mogę powiedzieć, że naprawdę ładnie się fotografuje (nie było potrzeby działać Photoshopem); przy czym z uwagi na fakt, że przy cerze mocno przetłuszczającej się nie jest to podkład mega trwały, jednak do makijaży ślubnych nie mogę go zarekomendować.
Podsumowując recenzję. Z tym długotrwałym matem to producent moim zdaniem przesadził, bo 1,5 godziny w warunkach jesienno-zimowych to nie jest oszałamiający rezultat, a nie każdy chce i może stosować dodatkowo bazę oraz puder fiksujący. Natomiast jeśli chodzi o "cover", tutaj tak, czuję się usatysfakcjonowana. Cena 39,00 zł za buteleczkę o pojemności 30 ml również wydaje się przystępna i jakość podkładu przekłada się z pewnością na jego koszt.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz