W poszukiwaniu idealnego podkładu dla cery przetłuszczającej się udałam się za siódmą górę, za siódmą rzekę i tam w skromnej chatynce znalazłam Estee Lauder Double Wear Stay-in-Place. No dobrze, chatynka bynajmniej nie taka skromna, raczej willa z garażem i basenem, biorąc pod uwagę cenę w sieciówkach. Jednakże od czego mamy zakupy internetowe? ;-)
Ogromną zaletą tego fluidu jest:
1. Po pierwsze primo, krycie. Krycie jest moim zdaniem naprawdę mocne. Nie mówię, że można całkowicie zapomnieć o korektorze, czy raczej kamuflażu, jeśli wyjrzy nam na świat oko jakiegoś ropnego dziada, ale już na przykład drobne plamki przebarwień posłonecznych i blizny po "niedoskonałościach" (tak, przyznaję, ja też czasem wyciskam w przypływie rozpaczy...) znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
2. Po drugie primo, trwałość. To jest podkład, który będzie przy Was teraz i na zawsze amen, wierniej niż niejeden mąż. Niestraszne mu 12 i więcej godzin, upał, wysoka wilgotność powietrza i pot, czy to stresowy, czy też wysiłkowy. Nie waży się, nie zbiera w porach. Mając go na twarzy mogłabym zgodzić się na udział w programie Beara Gryllsa. Jak się rano wytapetujecie, tak powitacie noc w niezmienionej formie - co prawda, pod pewnymi warunkami, ale o tym dalej.
3. Po trzecie primo, mat. Niewiele jest na tym świecie fluidów, które są zdolne ujarzmić moją WOK choćby na 3-4 godziny. Ten tak. Bierze ją w ryzy, a ona potulnieje, jak klient Dominy pod stalową szpilką lateksowego kozaczka.
4. Po czwarte primo, wydajność. Kropla o średnicy orzeszka laskowego wystarczy w zupełności na pokrycie całej twarzy.
5. Po piąte primo, kolorystyka. W Polsce wybór odcieni nie jest zbyt szeroki, ale zawsze można kupić dwa i mieszać ze sobą. Natomiast ogrooomnym plusem jest dostępność odcieni ciepłych, z żółtym tonem, czyli tych z literką „W” w nazwie. Rzadko się takie widuje poza podkładami profesjonalnymi. Nazwy z literką „N” są bardziej neutralne, beżowo-szare. Tymi z literką „C” mogą się zainteresować nieliczne wyjątki, które mają cery z lekka różowe. Aczkolwiek ja zbyt wiele Polek z takim kolorytem skóry nie spotkałam, wbrew temu co sądzą producenci fluidów marek drogeryjnych dostępnych na rynku! Jeżeli to komuś ułatwi wybór koloru, to będąc zimą na poziomie Revlon Colorstay cera tłusta/normalna nr 180 używam EL Double Wear 1W2 Sand zamiennie z 2N1 Desert Beige, a latem dodaję kapkę 3W1 Tawny. Podkład nie ciemnieje!
6. Po szóste primo, nie zapycha mojej przetłuszczającej się cery. Stosowałam ten fluid dzień w dzień i mając go na twarzy dobre 14 godzin nie stwierdziłam pogorszenia stanu skóry. UWAGA! Zawsze wykonuję przestaranny (bo jestem dokumentną perfekcjonistką ;-) ) demakijaż przed udaniem się na spoczynek! Zamieszczam poniżej skład:
INCI: Water Purified (Aqua Purificata), Cyclopentasiloxane, Trimethylsiloxysilicate, Titanium Dioxide, Butylene Glycol, Tri-behenin, PEG/PPG-20/20 Dimethicone, Sorbitan Sesquioleate, Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, Phenyl Trimethicone, Polymethylsilsesquioxane, Methicone, Laureth-7, Xanthan Gum, Alumina, BHT, Sodium Dehydroacetate, Imidazolidinyl Urea, Chloroxylenol, Phenoxyenoxyethanol [+/- (may contain) Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Mica, Titanium Dioxide (CI 77891)]
Dobrze, a teraz wady:
1. Ta cholerna butelka bez pompki i bez szpatułki! Wrrrrr! Podkład wylewany na paletkę do miksowania bądź dłoń zawsze, ale to ZAWSZE, wybiega radośnie na zewnątrz w nadmiernej ilości, jak zawartość szkoły podstawowej na dużej przerwie. I co, marnotrawstwo.
2. Podkład to tytułowa księżniczka na ziarnku grochu. Znacie tę bajeczkę, jak to pannę wszystko uwierało przez grube materacyki, aż się jej siniaki cisły na alabastrowe ciałko. I EL Double Wear też kaprysi: tu mu nie pasuje krem, tam baza, z tym pudrem się nie lubi, z tamtym zaledwie toleruje. Wymaga specjalnego traktowania. Najlepszy efekt uzyskuję przy nim, jeżeli przygotuję skórę IVR Żel „Lifting efekt” z kwasem hialuronowym (kosmetyki w saszetkach, „w minidawkach”, dostępne w drogeriach Rossmann). I tylko tym. Nakładałam go również na mój codzienny krem pielęgnacyjny Pharmaceris Lekki krem głęboko nawilżający Vita-Sensilium, z tym że po około 8 godzinach zaczyna wyglądać nieciekawie. Nie ściera się, nie warzy, a jednak wrażenie jest jakieś takie… nieświeże. Tak. Żel się wchłonął, idźmy dalej w ten las. Księżniczka nie znosi konkurencji, więc z bazy rezygnuję. Baza ją uwiera i jest foch. Obecnie kocham nakładać ten podkład gąbeczką Real Technics lub pędzlem Glambrush od Hani Knopińskiej T2 lub T10, ruchem stemplującym. Wcześniej aplikowałam go pędzlem Hakuro H18, więc jeżeli jest tu miłośnik/miłośniczka języczkowych pędzli do podkładu to polecam. Ciach, ciach, ciach, działamy szybko i sprawnie, co by się nie dorobić smug – fluid zastyga na twarzy (jak zresztą wszystkie longlastingi). Zaczynam od nosa i brody, potem policzki i czoło. Teraz pora na utrwalenie – wg mnie najlepiej sprawdza się tutaj puder sypki Mehron Setting Powder, aplikowany pędzlem syntetycznym typu kabuki, poprzez delikatne wciskanie. Ładnie też wygląda w parze z pudrem sypkim Celia Woman. Jeżeli coś jeszcze wymaga spacyfikowania, to sięgam po kamuflaż z Kryolanu, rozgrzany na dłoni i naniesiony czubkiem gąbeczki Real Technics lub innej tego typu; te miejsca ponownie pudruję, techniką jak wyżej. Na wyjątkowe okazje można całość makijażu zafiksować sprayem Kryolanu.
3. Poprawki. A właściwie ich niemożność. Nie ma mowy o dołożeniu podkładu, jeżeli jakimś cudem Wam się częściowo z lica starł (np. przy intensywnym smarczeniu w chusteczkę). Zaręczam, że będzie wyglądać sto razy gorzej, niż jak to zostawicie tak, jak jest. Jak to mówię: „Chcesz spsuć, zacznij poprawiać”. Ewentualnie można spróbować wklepać odrobinę korektora w dobranym odpowiednio kolorze, takiego lekkiego, w płynie, np. Maybelline Affinitone. Oczywiście przesączające się sebum zebrać trzeba, wg mnie WYŁĄCZNIE do tego celu się nadają bibułki matujące Inglot. No i wiadomo, bibułkę lekko przyciskam, nie pocieram. Potem pudruję, podobnie jak przy utrwaleniu lekko dociskając pędzel typu kabuki. Tu się już ratuję pudrem prasowanym, bo kto przy zdrowych zmysłach nosi ze sobą sypki? :-P
4. Możliwy efekt maski. Wykończenie jest matowe, a w połączeniu z wysokim kryciem – cóż… Grozi szpachlą. Podkład wymaga nałożenia naprawdę cienkiej warstwy i uzupełnienia makijażu bronzerem, różem oraz rozświetlaczem, aby twarz nie wydawała się "martwa". Dawniej byłam zachwycona takim nieskazitelnym, wręcz manekinowym rezultatem. Obecnie niekoniecznie. I tu podzielę się z Wami swoim przełomowym odkryciem. Nasza księżniczka wygląda dużo piękniej i bardziej naturalnie zmiksowana z podkładem IsaDora Lift & Cover (stosuję odcień 19 Ivory Beige). Nic nie traci przy tym na trwałości, wręcz przeciwnie. Traci natomiast nieco na kryciu. W takim zestawieniu sprawdzi się również na cerze dojrzałej, bo nie będzie wchodzić w załamania. Mieszam obydwa podkłady na dłoni bezpośrednio przed użyciem, w równych proporcjach. Na zdjęciu poniżej od lewej: EL Double Wear 1W2 Sand, IsaDora Lift & Cover 19 Ivory Beige.
Jeszcze jeden wątek muszę wysnuć na koniec. To jest podkład do zadań specjalnych. Do cer tłustych, problemowych. Przy wszystkich swoich zaletach NIE BĘDZIE odpowiedni do suchej skóry, bo zafunduje jej wizualnie jednorazową „Podróż do przyszłości,” tak mniej więcej o 20 lat do przodu, lat wypełnionych papierosami i innymi miłymi używkami oraz nieprzespanymi nocami.
To tyle, mam nadzieję, że recenzja będzie komuś pomocna.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz