niedziela, 6 listopada 2016

Podkład Bourjois Air Mat, czyli detektyw na tropie

Zawsze fascynowało mnie wyrażenie „przychodzę do Was z recenzją”. Myślę, że można by je było wzbogacić, urozmaicić zależnie od tonu danego postu. Na przykład recenzja tchnąca entuzjazmem komponowałaby się ze słowem „nadbiegam”, recenzja w stylu ponurym i złowieszczym – np. ze słowem „nadciągam”, recenzja uskrzydlona radością – „przyfruwam”. A jako motto recenzji przesyconej zniechęceniem, gdy mocno produkt sponiewierał, pasowałby cytat z wiersza Władysława Broniewskiego „Żołnierz polski”: „Ze spuszczoną głową, powoli/ Idzie żołnierz z niemieckiej niewoli”. Prawda, że kuszące? :D

Przejdźmy do rzeczy. Za oknem króluje nam niemiłosiernie mokra polska jesień, a ja pragnę napisać Wam kontrastowo o przesuchym podkładzie Bourjois Air Mat . Co mnie przywiodło do zakupu? Oczywiście obietnica matu, nic innego. Niczego nie podejrzewając, nabyłam sobie ów fluidzik w kolorze 02 Vanilla. Ładny, żółty ton wyglądał obiecująco i niewinnie. Nie wiedziałam, że właśnie sprowadzam do swojej kosmetyczki detektywa na miarę Philipa Marlowa. Detektywa suchych skórek…



Zacznijmy jednak od początku. Podkład ma sympatyczne opakowanie , czyli miękką plastikową tubkę dającą nadzieję na wykorzystanie go do samego końca – zawsze można uskutecznić na takiej tubce mordercze zamiary i rozpruć ją brutalnie w celu wydobycia resztek ;) Konsystencja jest nietypowa, bo przypomina trochę płynny mus. Aplikuje się dosyć tępo, szybko zastyga. Air Mat charakteryzuje intensywny zapach, owszem przyjemny, taki świeży, jednak alergików może odstraszać. Krycie określiłabym jako lekkie, aczkolwiek może to zależeć od narzędzia, którego używacie – ja posługiwałam się pędzlem Glambrush T10 i Air Mat jedynie wyrównał mój koloryt cery. Wykończenie podkładu zdecydowanie aksamitne, pudrowe, pochłaniające światło. Twarz bez konturowania, różu i rozświetlacza wygląda „martwo” jak egipska mumia i to mumia, która już znikąd nie powróci. Prawdopodobnie osoba z mniej przetłuszczającą się skórą nie czułaby więc potrzeby zastosowania pudru, ale jako wierna wyznawczyni zasady „gruntuj mokre suchym” i tak przysypałam się tradycyjnie pudrem Celia Woman . Tak potraktowany fluid utrzymywał się przyzwoicie, około 10 godzin, natomiast z pewnością nie da się go zaliczyć do grupy pod tytułem „I nie opuszczę Cię aż do śmierci”, jak np. EL Double Wear. Lekko ścierał się w miejscach, gdzie mimowolnie dotykałam twarzy. I tak sobie myślę, że w piekle jest specjalny kociołek dla producentów podkładów z napisami „24h”…
Kolor 02 Vanilla nie ucieszyłby porcelanowych księżniczek. Moje zgubne upodobanie do wybierania zbyt ciemnych odcieni podkładów znowu pokierowało mnie w dzikie chaszcze ;) Trzeba było przynajmniej zerknąć na 01 Rose Ivory, ale słowo „Rose” zadziałało jak wczesny sygnał ostrzegawczy… Teraz szperając po zasobach internetu dostrzegam swój błąd. Z drugiej strony przy tak niskim poziomie krycia może to i lepiej… Air Mat dodatkowo lekko oksydował na mojej mega tłustej cerze.
A teraz główna zaleta i główna wada. Zaleta to rzeczywiście długotrwały mat, czyli w moim przypadku około 4 w porywach do 5 godzin! Coś niesamowitego. Wada to niemiłosierne upodobanie do wykrywania wszelkich, ale to nawet takich, o których nie miałam pojęcia, że istnieją, dosłownie mikroskopowej wielkości suchych skórek. I nie miało znaczenia, czy wcześniej zrobiłam peeling enzymatyczny, czy nawilżyłam intensywnie twarz czy też nie. Air Mat z determinacją przeprowadzał wnikliwe śledztwo i nie umknęło mu żadne, choćby minimalnie przesuszone miejsce. Każdą zbrodnię w pielęgnacji skóry był w stanie wydobyć na światło dzienne i napiętnować. Z tego względu nie czułam się na siłach dalej mierzyć się z jego zdolnościami detektywistycznymi i pożegnaliśmy się bez żalu.
Komu mogłabym zarekomendować omawiany podkład? Posiadaczkom skóry mieszanej bądź przetłuszczającej się, bez widocznych niedoskonałości, które marzą o matowej cerze i satysfakcjonuje je krycie na poziomie BB kremu. Jednak nie na co dzień: niestety w składzie chemicznym mamy sól (Sodium Chloride) i alkohol, co może przy systematycznym codziennym stosowaniu odwadniać skórę i tym samym aktywować i tak nadmiernie pracowite gruczoły łojowe. I niestety skromny dodatek nawilżającego ekstraktu z rośliny Cassia ani łagodzącego z kwiatu bawełny nie wyrówna strat.

Ingredients : Aqua (Water), Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Caprylyl Methicone, Propylene Glycol, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Sodium Chloride, Isononyl Isononanoate, PEG-10 Dimethicone, Zinc PCA, Silica, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Disteardimonium Hectorite, Lysolecithin, Chlorphenesin, Parfum (Fragrance), Dimethicone Crosspolymer, PEG/PPG-19/19 Dimethicone, Casia Angustifolia Polysaccharide, Alkohol Denat., Lauroyl Lysine, Disodium Edta, Geraniol, Linalool, Gossypium Herbaceum (Cotton) Extract, Thriethoxycaprylylsilane, Methicone, Tocopherol. [+/- (Main Contain): Mica, CI 77007 (Ultramarines), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (Iron Oxides), CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77288 (Chromium Oxide Greens), CI 77742 (Manganese Violet)].

Brak komentarzy: